Najnowsze wpisy »

Flow

http://www.youtube.com/watch?v=1C_40B9m4tI&feature=related

oddechhttp://change4you.info/oddech-2/

Truizmem będzie stwierdzenie, że ludzie dzielą się na tych, którzy narzekają na brak energii, na tych którzy mają wiecznie masę energii na wszystko oraz na tych, którzy czasem ją mają a czasem nie. Co z tego wynika? Głównie to, że większość z nas zapytana o samopoczucie odnosi się do poziomu energii jaki ma w danym momencie. Nie da się ukryć, że cała masa ludzi, których znam dużo by dało za więcej „siły witalnej” nazywanej przez niektórych „Qi”.

Niektórzy myślą, że mogą ją kupić w puszce z napisem „Energy Drink” a jeszcze inni w kawie, papierosach czy mocniejszych stymulantach. Często rano widuję w metrze ludzi, którzy ratują się orzeźwiającym, dającym „kopa”  napojem „Red Bull”. Aż się boje pomyśleć po co sięgają jeszcze przed obiadem, żeby nie paść w środku dnia jak zombie… Smutny widok.

Sama jestem osobą, która ma bardzo różny zasób energii. Uczę się powoli od czego ten poziom zależy i co robić, żeby powoli ale konsekwentnie podwyższać jej poziom. Skutek jest różny, ale głównie przez brak konsekwencji w swoich działaniach.

Cały ten wstęp jest po to, żeby napisać kilka słów na temat źródeł energii dostępnych dla nas- osobników rasy ludzkiej:) Posiłkując się wiedzą medyków chińskich można powiedzieć, że człowiek pobiera energię z trzech głównych źródeł:

1. z przedurodzeniowej Qi przekazanej nam przez rodziców, którą przechowujemy w nerkach

2. z jedzenia i picia, które pobieramy codziennie, za przetwarzanie ich odpowiedzialne są żołądek, śledziona, trzustka i wątroba (głównie)

3. z powietrza, czyli oddechu poprzez płuca

Jeśli chodzi o punkt pierwszy: nie jesteśmy w stanie nic poradzić na to ile energii dostaliśmy od swoich rodziców. W zależności od tego jaki był  stan ich ciała i ducha w trakcie poczęcia taki zapas został nam przydzielony. Jest to ciekawe o tyle, że widzimy dookoła ludzi z różnym potencjałem- takich, którzy mogą balować całe życie, pracować jak woły, nie spać i jeść kiepskie jedzenie a i tak zawsze są pełni energii i nigdy nie chorują. Po drugiej stronie skali znajdziemy takich, których byle podmuch wiatru powala na ziemię (to metafora ;) , wiecznie są cherlawi i męczy ich niemal wszystko (nie wspominam tutaj o poważnych chorobach wrodzonych, które też są wynikiem słabego zapasu energii otrzymanego od rodziców). Co możemy zrobić? Możemy rozsądnie rozporządzać zapasem, który mamy. Śmierć nadchodzi wtedy, gdy wykorzystamy cały zapas. Niektórzy wolą umrzeć młodo, ale wyszaleć się i wypalić do szczętu, inni zaś oszczędnie zarządzają energią czyli dbają o to, żeby zachować balans między aktywnością i odpoczynkiem ( w tym snem) i starają się pobierać i przetwarzać maksimum energii z pożywienia i powietrza.

Bez rozpisywania się: jedzenie naturalnej, jak najmniej przetworzonej (chemicznie) żywności, przygotowanej z miłością,  zjedzonej bez pośpiechu, przeżutej daje więcej energii niż „junk food”  („fast food”). Jedzenie pełne składników odżywczych i minerałów jak świeże lub podgotowane warzywa, pełne ziarna zbóż, niepryskanie chemią owoce, jajka , orzechy itd zapewniają odżywienie ciała. Nie zapominajmy o czystej wodzie (zapomnijmy o kranówie!)

Oddech- najlepiej żyć na wsi…. w górach , nad morzem… marzenie, ehhhhh…. tak czy inaczej jeśli nie stać nas na taki luksus nie należy się załamywać i  zadbać o codzienną porcję ruchu sprzężoną z brzusznym oddychaniem. Należy oddychać naturalnie przez nos i pozwolić oddechowi docierać do brzucha (niech oddech nie utyka w klatce piersiowej). Ćwiczenia świadomego oddychania, medytacja, miękki, długi oddech pozwoli nam na pozyskiwanie qi z otoczenia. Naturalnie ćwiczenia takie jak Tai Qi, Qi Gong, joga, itp niezwykle pomagają w poszerzeniu świadomości oddechu.

Energii nie znajdzie się w kawie i używkach. Jedynie co one robią to zwiększają poziom nerwowości, która pozornie brana za energię jest tylko pożyczką energii z naszych nerek. Być może szybciej możemy uporać się z robotą po małej czarnej… ale nie widzimy tego, że właśnie ograbiliśmy się z kolejnej porcji nieodnawialnej energii naszych nerek. Zamiast tego lepiej iść na spacer i poszukać w oddechu, ruchu, odżywczym posiłku „tej właściwej energii”.  Zmiana nawyków i świadomości nie jest łatwa… Nikt nie twierdzi inaczej…  Nagroda jaką wygrywamy, jeśli stać nas  na ten ekstra wysiłek, który towarzyszy zmianom przyzwyczajeń to stale podwyższony poziom energii, lepszy nastrój, większa stabilność emocjonalna i lepsza odporność.

No coż, mój wpis brzmi jak porady zrzędliwej Ciotki Klotki…. a niech będzie!  Różne role trzeba czasem grać, żeby siać inspiracje wokół :)

J.

Myślę, że nigdy dość o informowaniu ludzi o dobrych rzeczach. A co jest lepsze niż wiadomość, że raka da się wyleczyć- nawet tego, który atakuje trzustkę!? Brak rzetelnych informacji o skutecznych metodach leczenia wśród lekarzy jest zatrważający! Ogromna większość lekarzy szczerze myśli, że chemia i radioterapia to jedyne wyjścia (które i tak gwarancji nie dają!) Pozostała część może i słyszała o terapii DR Maxa Gersona czy Dr Ahskara jednak celowo lub też z czystej ignorancji nie uznają tych metod. Dla mnie pytanie jest bardzo proste- jeśli jakaś  naturalna terapia jest wg lekarzy szalona a jednocześnie wyniki stosowania jej przez pacjentów na własną rękę są pomyślne TO DLACZEGO NIE ZOSTANĄ PRZEPROWADZONE BADANIA NA ICH TEMAT? DLACZEGO NIKT ZE ŚWIATŁYCH LUDZI NAUKI I MEDYCYNY ZWYCZAJNIE NIE PRZETESTUJE ICH NA PACJENTACH SKORO I TAK ONKOLOG KONWENCJONALNY NIE MA ZIELONEGO POJĘCIA JAK WYLECZYĆ RAKA ANI JAKIE JEST JEGO (raka) POCHODZENIE? Tyle chciałam napisać  na temat absurdu dzisiejszej medycyny konwencjonalnej. Aż słabo mi się robi jak o tym myślę. Systemu nie zwalczę! Ale mogę zamieścić linki do filmów na temat niesamowitych dwóch terapii. Obie są niebezpieczne dla koncernów farmaceutycznych, bo nie wymagają żadnych naświetlań ani pigułek. Obie metody mają za zadanie pozbyć się z organizmu toksyn, które powodują raka. Metoda DR Gersona kładzie ogromny nacisk również  na profilaktykę w sposobie życia.  Metoda Dr Ashkara kładzie nacisk głównie na usuwanie toksyn z organizmu, mniej mówi się w niej o unikaniu trucizn.

Oba filmy są dostępne na youtube.

Miłego oglądania. J

Metoda Dr Ashkara (cz.1) http://www.youtube.com/watch?v=QhcPtQpH2L4

Metoda Dr Maxa Gersona (cz.1):  http://www.youtube.com/watch?v=tY-HsoJ0gr0

 

 

 

 

 

Dla wszystkich tych, którzy zastanawiali się kiedykolwiek co wpływa na to, że nasze życie jest takie jakie jest polecam wykład Bruce’a Liptona na temat Nowej Biologii. (Link podam na dole) Film jest dość długi (około 150 minut)  i napakowany faktami między innymi z dziedziny biologii, genetyki. Ale nie ma się co przerażać! Zawsze można oglądać go w częściach. Nie będę niczego streszczać, bo DR Lipton doskonale wywiązał się ze swojego zadania. Powiem tylko jedno: ludzki umysł jest niesamowity i ma wielką moc kreowania rzeczywistości. Jeśli do tej pory tego typu stwierdzenia wydawały Ci się duchową pierdołą i wymysłem naćpanych hipisów- polecam wykład. W sposób logiczny, fascynujący pokazuje, że świat nie jest taki jak się nam wydaje, w jaki zostaliśmy zaprogramowani i że nauka i duchowość już nie są od siebie oddzielone nieskończoną przestrzenią. Dla niektórych wnioski Dr Liptona mogą wydać się oczywiste- bo m.in. buddyzm, szamanizm, huna mówią o tym samym od wieków używając innego języka. Nie mniej jednak zachęcam do poświęcenia jednego popołudnia na posłuchanie wykładu.

mini-wykład w formie pisanej http://www.swietageometria.info/artykuly/175-bruce-lipton-nowa-biologia-teksty

Cz.1  filmu

Od jakiegoś czasu noszę się z napisaniem kilku esejów na temat roli, jaką odgrywa w naszym życiu jedzenie. Temat stary jak świat. Na rynku pojawia się conajmniej kilka książek rocznie na ten temat. Nikt nie jest w stanie zaprzeczyć bezpośredniemu wpływowi tego co i jak jemy na stan naszego ciała i umysłu. Jako, że śledzę temat odżywiania dla zdrowia od ładnych 7 lat zbieram informacje z różnych stron. Raz wydaje mi się, że wiem jeszcze za mało, albo, że za mało jeszcze teorii stosuję w życiu żeby się dzielić z innymi. Innym razem myślę, że to ,co wiem jest oczywiste i nie ma co zanudzać ludzi.

W procesie doczytywania o metabolizmie cukrów i tłuszczy wpadłam na niezwykle kompetentną stronę naturopaty Pana Andrzeja Janusa. Zasięg tematyczny artykułów na jego stronie jest szeroki. P. Janus jest z wykształcenia lekarzem medycyny konwencjonalnej, od wielu lat leczy jednak jako naturopata. Generalnie rozczarował się medycyną akademicką i zaczął stosować inne metody niż antybiotyk na wszystko. Napisał kilka książek. Informacje znajdujące się na jego stronie  dotyczą m.in.: problemu otyłości, leczenia i przyczyn grzybicy, mleka,toksyczności mięsa itd. Jeśli nadal pokładasz wiarę w to, że mleko uchroni Cię od osteoporozy, cukier krzepi, a niskotłuszczowa dieta jest zdrowa to odsyłam na jego stronę:

http://www.janus.net.pl/index.htm

i bezpośrednio link do artykułu o odżywianiu- KAŻDY powinien to przeczytać,

http://www.janus.net.pl/profilaktyka%20oty%C5%82o%C5%9Bci.htm

Skoro mogę podzielić się tymi linkami podaruję sobie na razie osobiste opinie. Kto wie może skuszę się kiedyś na małe podsumowanie moich poszukiwań.

Tymczasem zachęcam do lektury.

J.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.